Jeśli w połowie czerwca zobaczysz na ulicach Warszawy kolumnę Lamborghini, Ferrari, McLarenów i Porsche jadących zderzak w zderzak, to nie zlot ani nielegalne wyścigi. To Positive Ways, największa w Polsce charytatywna wyprawa supersamochodów, która w dniach 12-15 czerwca 2026 wystartuje w trasę z serca Polski, przez Mazury, aż po Trójmiasto. Tegoroczna edycja, podobnie jak poprzednie, jedzie pod hasłem "Polska dla Hospicjum". I to nie jest pusty slogan, bo za każdym kilometrem stoją realne pieniądze dla chorych dzieci.
Zanim przejdziemy do szczegółów, warto wyjaśnić sam format. Charytatywny rajd supersamochodów to zjawisko, które w Polsce wciąż wielu osobom myli się z wyścigami, paradami albo zwykłymi zlotami. A to coś zupełnie innego.
Na czym polega taki event?
Mechanika jest prosta. Organizator wyznacza trasę, zwykle kilkudniową i prowadzącą przez atrakcyjne krajobrazowo regiony, a uczestnicy wykupują slot startowy za określoną kwotę. W pakiecie dostają wszystko: noclegi w dobrych hotelach, wyżywienie, zamknięte parkingi, oznaczenia na auto i dostęp do atrakcji po drodze. Przede wszystkim jednak dostają miejsce w kolumnie, bo to właśnie wspólna jazda w konwoju kilkudziesięciu czy ponad setki sportowych aut jest sercem całego wydarzenia.
Po drodze dzieje się sporo: przejazdy po torach wyścigowych, pokazy w miastach, wieczorne kolacje, licytacje charytatywne, spotkania z gośćmi specjalnymi. Nie ma pomiaru czasu, nie ma klasyfikacji, nie ma rywalizacji. To nie rajd w sportowym znaczeniu tego słowa, tylko wyprawa. Trochę road trip, trochę festiwal motoryzacyjny na kółkach.
Kluczowe pytanie brzmi: dokąd płyną pieniądze? W wersji komercyjnej opłata za slot to po prostu cena biletu na ekskluzywną imprezę. W wersji charytatywnej, jak Positive Ways, znacząca część środków z wpisowego, licytacji i zbiórek trafia na konkretny cel. Tutaj akurat na hospicja i pomoc chorym dzieciom.
Od Transfogaraskiej do stu aut w Browarach
Positive Ways nie jest nowym tworem. Projekt narodził się w 2013 roku jako inicjatywa grupy pasjonatów, którzy chcieli połączyć jazdę sportowymi autami z pomaganiem. Pierwsze wyprawy miały charakter zagranicznych eskapad: prolog na rumuńskiej Trasie Transfogaraskiej w 2013, rok później Monte Carlo, potem Bałkany, Nürburgring, włoskie Alpy i Pireneje. Klasyczny zestaw dróg, o których marzy każdy, kto ma pod prawą nogą więcej niż 400 koni (ale tutaj można polemizować).
Z czasem projekt ewoluował z wypraw "dla siebie" w stronę misji. Od kilku lat głównym wydarzeniem jest wyprawa po Polsce pod szyldem "Polska dla Hospicjum", a sama organizacja działa jako fundacja ze statusem organizacji pożytku publicznego. Skala rosła z roku na rok. W ostatnich edycjach na starcie meldowało się około stu aut, w tym maszyny, których w Polsce nie zobaczysz nigdzie indziej w jednym miejscu: Pagani, Bugatti, Koenigsegg, do tego pełen przekrój Ferrari, Lamborghini i McLarenów. W 2023 roku na wyprawie pojawił się nawet Stig z Top Gear.
Co istotne dla zwykłego śmiertelnik starty i pokazy w miastach są otwarte dla publiczności. W poprzednich latach piątkowy start w Browarach Warszawskich przyciągał tłumy. Sto supersamochodów zaparkowanych w jednym miejscu w środku miasta. Jeśli więc nie masz wolne miliona na Huracána, a chcesz zobaczyć te auta z bliska, czerwcowy weekend to najlepsza okazja w roku.
Format, który przyszedł z Zachodu
Sam pomysł na "płatny konwój szybkich aut z atrakcjami" nie urodził się w Polsce. Pierwowzorem jest brytyjski Gumball 3000, wymyślony w 1999 roku przez Maximilliona Coopera jako trzytysięcznomilowa przejażdżka po Europie dla grupy znajomych z branży mody, muzyki i filmu. Formuła okazała się żyłą złota i z prywatnej imprezy na pięćdziesiąt aut Gumball wyrósł na globalną markę lifestyle'ową, z celebrytami na liście startowej, autami przerzucanymi samolotami między kontynentami i wpisowym liczonym w dziesiątkach tysięcy funtów. Po drodze zaliczył też poważne kryzysy, z tragicznym wypadkiem w Macedonii w 2007 roku na czele, po którym mocno przebudował podejście do bezpieczeństwa.
Gumball stworzył szablon, który potem cały świat zaczął kopiować i modyfikować. Modball Rally, OneLife Rally i dziesiątki mniejszych inicjatyw w Europie to dzieci tego samego pomysłu. Różnią się budżetem, klimatem i tym, czy na końcu ktoś poza uczestnikami coś z tego ma. Positive Ways bierze z tego szablonu to, co najlepsze (konwój, atrakcje, klimat wspólnej przygody), ale odwraca cel: zamiast prestiżu i show dla samego show, na końcu są pieniądze dla hospicjów.
Warto też wiedzieć, że takich inicjatyw jest więcej i mieszczą się na całym spektrum dostępności. Od w pełni publicznych wydarzeń z otwartymi pokazami, jak Positive Ways czy poznańskie Gran Turismo Polonia, przez eventy półotwarte, aż po całkowicie prywatne, zamknięte wyprawy organizowane przez kluby właścicielskie i dealerów, o których dowiadujesz się tylko wtedy, gdy ktoś cię zaprosi. Im bardziej prywatnie, tym mniej marketingu i widzów, a więcej jazdy. Im bardziej publicznie, tym większy show, a w przypadku inicjatyw charytatywnych także większa zbiórka.
Czerwiec, Warszawa, sto aut i dobry cel
Edycja 2026 rusza 12 czerwca i przez cztery dni poprowadzi uczestników z centrum Polski przez mazurskie krajobrazy aż nad morze. Jeśli mieszkasz po drodze, śledź profile Positive Ways, bo przejazd takiej kolumny to widowisko samo w sobie. Jeśli jesteś w Warszawie na starcie, warto się wybrać. Darmowa okazja zobaczenia w jednym miejscu aut wartych łącznie grube dziesiątki milionów złotych zdarza się raz w roku.
A jeśli masz w garażu coś sportowego i wolny długi weekend w czerwcu, zapisy na wyprawę prowadzone są przez stronę positiveways.pl. Płacisz za slot, dostajesz cztery dni przygody, a przy okazji twoja pasja realnie komuś pomaga. Trudno o lepszy deal w polskiej motoryzacji.




