Cztery miesiące. Tyle wytrzymał najsłynniejszy polski radiowóz, zanim jego zdjęcie z kołami w trawie obiegło internet po raz drugi. Z tą różnicą, że w marcu takie zdjęcie ktoś wyklikał w generatorze obrazów, a dziś, 9 lipca, robią je telefonami ludzie stojący na poboczu drogi pod Radomiem.

Uczciwe postawienie sprawy na wstępie. Ten tekst powstaje na podstawie zdjęć, nagrań i wpisów opublikowanych przez świadków w ciągu ostatniej godziny. Komenda Miejska Policji w Radomiu nie wydała komunikatu. Wszystko, co poniżej opisane jest jako przebieg zdarzenia, pochodzi z relacji osób postronnych i wymaga potwierdzenia. Rozdzielamy to świadomie, bo dokładnie na tym rozdzieleniu w marcu poległo pół polskiego internetu.

Co widać na zdjęciach

Pierwsze kadry są nagrane z wnętrza jadącego samochodu, kolejne z pobocza i z prywatnej posesji.

Ford Mustang GT w biało-niebiesko-żółtym oklejeniu polskiej policji, z belką na dachu, tablice HPH Y170, stoi bokiem poza jezdnią, wjechany w ogrodową roślinność przy murowanym ogrodzeniu. To ten sam egzemplarz, który 17 marca prezentowano na torze Automobilklubu Radomskiego. Widać ślady kół w trawie i przynajmniej jeden odrzucony element poszycia leżący na asfalcie.

Na drugim zdjęciu, zrobionym z jadącego auta, w tym samym miejscu widać jeszcze coś. Szary hatchback stoi przodem w rowie, tyłem uniesiony do góry, dosłownie kilka metrów od radiowozu. W powietrzu widać kurz albo dym. To zdjęcie zrobiono kilka minut po zdarzeniu.

Czyli: uczestników jest dwóch, a nie jeden. Oba auta są poza drogą.

Milejowice

Przez pierwszą godzinę w sieci krążyły dwie nazwy. Część świadków pisała o Bielisze, dodając, że rzecz działa się niedaleko stacji paliw. Inni od razu podawali Milejowice. Ostatecznie potwierdzone zostały Milejowice, wieś na zachód od Radomia, przy drodze prowadzącej do miasta.

Wspominamy o tym nie z pedanterii, tylko dlatego, że to modelowy przebieg newsa rodzącego się na lokalnych grupach. Ludzie podają lokalizację z pamięci, nie z mapy, a kolejni przepisują od poprzednich. Za kilka godzin przynajmniej jeden duży portal opublikuje tekst z błędną nazwą miejscowości, a potem po cichu ją poprawi.

Jak do tego miało dojść

Tu wchodzimy w obszar relacji, nie ustaleń.

Według wpisu jednego ze świadków radiowóz jechał na sygnale i wyprzedzał ciąg trzech samochodów. Kierowca Volkswagena Golfa, jadący w tym ciągu, zaczął skręcać w lewo, a więc przeciął tor jazdy Mustanga. Efekt widać na zdjęciach: Golf w rowie po jednej stronie, radiowóz na posesji.

Jeżeli tak było, to jest to jeden z klasycznych, najbardziej spornych układów w polskim prawie drogowym. I wbrew temu, co za chwilę napiszą komentarze pod każdym z tych filmów, wcale nie jest oczywiste, kto zawinił.

Kierujący pojazdem uprzywilejowanym może nie stosować się do części przepisów o ruchu drogowym, ale wyłącznie pod trzema warunkami naraz: ma włączone sygnały świetlne błyskowe, ma włączony sygnał dźwiękowy, i zachowuje szczególną ostrożność. Ten trzeci warunek jest tym, o którym wszyscy zapominają, a to na nim wieszają się sprawy sądowe. Uprzywilejowanie nie jest immunitetem. Jest zgodą na złamanie przepisu przy jednoczesnym podniesieniu, a nie obniżeniu, wymaganego standardu ostrożności.

Z drugiej strony każdy inny uczestnik ruchu ma obowiązek ułatwić przejazd pojazdowi uprzywilejowanemu, w razie potrzeby zatrzymując się. Kierowca, który skręca w lewo z kolumny, ma obowiązek upewnić się, że nikt go nie wyprzedza. Lusterko, kierunkowskaz, spojrzenie przez ramię.

W praktyce cała sprawa rozbije się o dwa pytania. Czy Golf mógł usłyszeć i zobaczyć nadjeżdżający radiowóz. I czy radiowóz jechał z prędkością, która pozwalała jego kierowcy zareagować na to, co, jak każdy policjant drogówki dobrze wie, robią kierowcy w kolumnie: skręcają nagle w lewo.

Czego nie wiemy, a co decyduje o wszystkim

Czy sygnały rzeczywiście były włączone. Świadek pisze, że tak. Nagranie z wnętrza samochodu ma dźwięk podłożony muzyką, więc na jego podstawie nie da się tego rozstrzygnąć. To ustali komenda, bo to jest zapisane w dokumentacji zdarzenia i w systemie łączności.

Do czego jechał ten patrol. Jeżeli do zgłoszenia dotyczącego życia i zdrowia, kontekst jest inny niż wtedy, gdy jechał do zdarzenia rutynowego.

Czy doszło do kontaktu obu aut. Zdjęcia pokazują dwa pojazdy poza drogą, ale nie pokazują, czy Golf zjechał do rowu w wyniku uderzenia, czy odruchowego skrętu.

Czy ktokolwiek ucierpiał. Na ten moment nic na to nie wskazuje i to jest najważniejsza informacja w całym tym tekście. Ludzie chodzą po posesji, nikt nie wygląda na rannego, nie widać rozstawionego sprzętu ratunkowego.

Dopóki nie ma na to odpowiedzi, każdy nagłówek w rodzaju „policjant rozbił Mustanga" albo „Golf zajechał drogę radiowozowi" jest zgadywaniem, a nie dziennikarstwem.

Ironia, której nie da się przeoczyć

W marcu, zanim ten Mustang zdążył wyjechać na pierwszy patrol, internet obwieścił, że został rozbity. Krążyły zdjęcia zmiażdżonego przodu, krążyły filmy z lawety, powstał nawet nagłówek o rekordzie Polski w tempie kasowania radiowozu. Wszystko to było nieprawdą. Zdjęcia wygenerowano w modelach graficznych, a mazowiecka policja musiała opublikować oświadczenie, że auto jest całe i ma się dobrze.

Tamten epizod powiedział o nas coś niewygodnego. Ludzie nie uwierzyli w fejk dlatego, że był dobrze zrobiony. Uwierzyli, bo bardzo chcieli, żeby był prawdziwy. Mustang w policyjnych barwach od pierwszego dnia był zaproszeniem do żartu. Amerykańska muscle car w kraju, w którym każdy widział kompilację wyjazdów z cars and coffee. Napęd na tył, sterta momentu obrotowego od dołu, reputacja auta, które gryzie właściciela.

Reputacja w dużej mierze niesprawiedliwa. Mustang szóstej generacji po liftingu jest samochodem zwyczajnie kompetentnym, a te wszystkie filmy z kraks pokazują nie wadę konstrukcji, tylko to, co dzieje się, gdy ktoś pierwszy raz w życiu dostaje 450 koni na tylną oś i zaraz potem dodaje gazu przy publiczności. Policja od początku deklarowała, że do tego auta wsiadają wyłącznie funkcjonariusze po szkoleniach z techniki jazdy na torach, nie każdy z drogówki.

A jednak wystarczyło jedno zdjęcie w krzakach, żeby cały ten materiał na żart odpalił się drugi raz. Tym razem z tą różnicą, że auto rzeczywiście stoi w krzakach. I nie ma w tym nic zabawnego dla ludzi, którzy w tej chwili sprzątają rów.

Skąd w ogóle wziął się ten radiowóz

Warto przypomnieć, bo w kontekście dzisiejszego dnia ta historia nabiera dodatkowego smaku.

19 kwietnia 2025 roku w miejscowości Ślubowo w powiecie ciechanowskim policjanci znaleźli sportowego Forda w rowie. Za kierownicą siedział 39-letni mieszkaniec Warszawy z ponad dwoma promilami alkoholu. Auto zabezpieczono, a 23 września zapadł wyrok orzekający przepadek pojazdu na rzecz Skarbu Państwa. Prokuratura poparła wniosek policji o przekazanie samochodu służbom, sąd zgodził się 17 października, a 8 grudnia zdecydowano, że Mustang trafi na Mazowsze. Do Radomia, do wydziału ruchu drogowego komendy miejskiej, z zapowiedzią wykorzystania także przez grupę SPEED.

Czyli: ten samochód po raz pierwszy trafił do rowu jeszcze zanim został radiowozem. Wtedy było to skutkiem alkoholu. Dziś, jeżeli relacje świadków się potwierdzą, było to skutkiem manewru innego kierowcy podczas jazdy alarmowej. To nie jest ta sama historia. Ale internet dziś nie będzie robił tego rozróżnienia.

Co dalej

Trzy rzeczy warto obserwować.

Komunikat KWP z siedzibą w Radomiu. Powinien pojawić się w ciągu doby. Rozstrzygnie kwestię sygnałów, miejscowości i tego, kto został uznany za sprawcę. Warto zwrócić uwagę, czy komenda potwierdzi jazdę alarmową, bo tego rodzaju informacja nigdy nie jest pomijana przypadkiem.

Zakres uszkodzeń. Zjazd na miękkie podłoże przy niewielkiej prędkości zwykle kończy się zerwanym zderzakiem i urwaną osłoną podwozia. Przy Mustangu dochodzi ryzyko naruszenia zawieszenia i geometrii. Rachunek za oryginalne części do GT nie jest rachunkiem za części do Kii, a auto jest w Polsce jedno.

Kto zapłaci. Jeżeli winnym okaże się kierowca Golfa, płaci jego ubezpieczyciel. Jeżeli funkcjonariusz, płaci Skarb Państwa, czyli w praktyce my. Samochód, który miał być żywym plakatem kampanii o konfiskacie aut pijanym kierowcom, może za chwilę zostać żywym plakatem czegoś zupełnie innego.

W międzyczasie jedna rzecz warta powtórzenia głośno, bo w hałasie żartów zniknie. Nikt, jak dotąd, nie został ranny. Mustang stoi w ogrodzie, a nie w słupie. Golf stoi w rowie, a nie na dachu. Oba samochody są do naprawienia albo do odpisania. Ludzie, którzy w tej chwili chodzą po tym ogrodzie i patrzą na radiowóz w swoich krzewach, nie są.


Tekst powstał na podstawie zdjęć i wpisów opublikowanych przez świadków. Przebieg zdarzenia nie został potwierdzony przez policję. Artykuł będzie aktualizowany.